czwartek, 6 grudnia 2012

Tabu II

Dawno nic nie pisałem, czas najwyższy nadrobić zaległości;] Ladies and gentlemen, without further ado..

(na znaną melodię)

O Tannenbusch, o Tannenbusch.. reszta tekstu cały czas powstaje. Dziś będzie o moim akademiku;] Na początek garść cytatów.

"W Tannenbuschu panuje anarchia"

"-Czy można przenocowywać tutaj gości?
 -Oficjalnie nie, ale rekord wynosi 8 Afrykańczyków w jednym pokoju"

"Powiedzieć w Bonn, że mieszkasz w Tannenbusch, to odpowiednik warszawskiego 'cześć, mieszkam na Brzeskiej/Szmulkach' ".

A teraz na (odrobinę bardziej) poważnie;] Mieszkam w akademiku zwanym oficjalnie Tannenbusch II. Ostatnio dowiedziałem się, co się stało jedynką - to ten ziejący pustką, sypiący się, 13-piętrowy pustostan kawałek za torami. Ponieważ w związku z niedoborem miejsc w akademikach w Bonn zamykają je tylko w ostateczności, boję się myśleć, do czego musiało tam dojść^^'. Tabu II, jak pieszczotliwie mówią o nim nie tylko mieszkańcy, trzyma się dla odmiany bardzo dobrze, jakby go solidnie wyremontowano. Co prawda w przypadku mojego prysznica trwał on jeszcze do czwartku po moim przyjeździe, ale..;]

Gdzieś już chyba wspominałem, że Tannenbusch to jak dzielnica Powiernictwa Pruskiego czy czegoś w tym rodzaju. Mieszkam przy Hirschberger Strasse, czyli jeleniogórskiej. W okolicy są jeszcze: Opolska, Pomorska, Śląska, Legnicka, Katowicka, Poznańska, Świnoujska, Szczecińska, Sudecka.. A to i tak nie wszystkie, które rozszyfrowałem, a tym bardziej, które widziałem. Ciągoty są, jak zatem widać, sile w nazewnictwie. Choć i tak najdziwniej czuję się pod tym względem na kolońskim Breslauerplatz^^'

Niemniej, główną cechą Tabu jest to, że jest bodaj najtańszy w Bonn, a w najgorszym przypadku drugi w kolejności. Własny pokój z umywalką, meblami, kaloryferem i internetem oraz łazienką/prysznicem/kuchnią do podziału na 5 osób nie jest złą opcją. Do obsługi tego wszystkiego otrzymuje się tradycyjną broń młodych mieszkańców Tabu, czyli solidny pęk kluczy na smyczy, znakomicie spełniającą się w funkcjach obronno-zaczepnych. Składa się na niego: klucz do skrzynki na listy; klucz do drzwi frontowych/drzwi na korytarz; klucz do skrytki w małej lodówce która chyba miała być zamrażarką, ale chłodzi gorzej niż lodówka główna i jest zalana jakimś orientalnym sosem wyciekającym z zamkniętej przegródki, więc już z niej nie korzystam; klucz do szafki w kuchni; klucz do szuflady w biurku; klucz do pokoju/łazienki/kuchni/pralni/śmietnika przed blokiem (tak, on naprawdę otwiera tyle zamków O_o').

Skład etniczny mieszkańców jest równie zróżnicowany, co całej dzielnicy. Nie ma tu żadnych małych Istambułów, są zarówno Turcy, jak i Hindusi, Rosjanie, Chińczycy, Afrykańczycy, znajdzie sie też pewnie kilkoro Arabów i przynajmniej jeden Japończyk;] No i oczywiście Polacy, Włosi, Hiszpanie, Niemcy oraz zaraza wie, kto jeszcze. Kultura jednak obowiązuje - nawet widząc człowieka pierwszy raz w życiu na oczy, na terenie akademika niemal zawsze mówisz mu 'cześć' w jednym z języków anglosaskich. Ot, dobry obyczaj.

Podstawową komórką społeczną w Tabu jest grupa 5 pokoi, skupionych wokół tej samej łazienki/kuchni. Od ich organizacji zależy, jak będą one wyglądały. Na początku było ciężko: zapach na korytarzu jak z Kuchni Świata, larwy na suficie, przemysłowe ilości kartonów po mrożonej pizzy, śmieci, etc. Stopniowo jednak zaczęła wkraczać niepisana organizacja, której katalizatorem była ogólnoakademikowa kontrola pokoi w połowie listopada. Zrobiliśmy porządek w kuchni i lodówce, podzieliliśmy naczynia ostałe z zeszłego roku oraz półki w lodówce; w łazience, tak jak wcześniej, zawsze w którymś momencie pojawia się papier; pod prysznicem czysto. Poznałem też wreszcie swoich sąsiadów - nie licząc Magdy z Warszawy, z którą się tu wprowadzałem, jest jeszcze Mischa z Niemiec, Hooman z Indii, jak mniemam, oraz Chinka z okolic Szanghaju, której imienia nie pomnę. Można powiedzieć, że wypracowaliśmy swego rodzaju modus vivendi. Ponieważ żyje mi się tu dobrze, już pewnie zostanę do końca pobytu, wbrew wcześniejszym planom;]

Tabu dysponuje też własnym barem, kafeterią, pokojem śniadaniowym, cichej nauki i herbacianym. Nie licząc tego pierwszego, wszystkie pozostałem widziałem raz, podczas oprowadzania w drugiej połowie października. Ceny w barze znośne, w pokoju taniej;> Zwłaszcza, jak się ma okna tuż nad barem nieomal, więc i tak słychać muzykę;] A w środku glośno, duszno i nierzadko tłoczno^^'

Podsumowując - Tabu II to ciekawe miejsce. Still dobrze mi to, mimo wszystko;]


niedziela, 28 października 2012

Kurze Reisen, Teil 1

Z Bonn do Kolonii można dojechać na dwa sposoby: z dworca kolejowego normalnym pociągiem regionalnym (ok. pół godziny) lub wspomnianą już kolejką, która najbardziej zbliżona jest do WKDki. Z reguły decyduję się na wariant drugi. Z początku głównym powodem było to, że ode mnie jedzie ona 45 minut, co wychodzi szybciej niż cofać się do dworca i liczyć, że akurat trafi się na pociąg. Wkrotce odkryłem jednak kolejny.

Trasa kolejki przebiega o rzut beretem od Renu, choć na przeważającej jej części tego nie widać. Jedyną większą miejscowością po drodze jest Wesseling. Miasto ma charakter wybitnie przemysłowy - mieści się tu rafineria Shell oraz przynajmniej 3 zakłady chemiczne różnych koncernów. Teraz najlepszy smaczek: linia przebiega dokładnie między nimi;]

Zastanawiałem się, dlaczego tak mi się to podoba. Oczywiście, niemałą rolę odgrywa tu moja słabość do wizualnej strony techniki - te wszystkie rurociągi, wieżyczki, kominy, elewatory, zbiorniki, itd. Wszystko ciągnące się na dystansie 4 stacji, czyli niemal kilkunastu kilometrów. Olśnienie przyszło podczas dzisiejszego powrotu. Tu uwaga na marginesie - ta trasa wygląda niesamowicie w nocy. Człowiek nagle widzi na horyzoncie miriady zbliżających się świateł, jakby całe miasto, a z bliska okazuje się, że to rafineria lub inne zakłady. Jasne białe punkciki, niczym zapalone okna w mieszkaniach, sygnalizują kolejne elementy instalacji, które pobłyskują metalicznym srebrem. I wszystko cały czas w ruchu, para bucha z kominów. Wyjeżdżając w Wesseling w kierunku południowym odprowadzałem jeszcze świetlistą sylwetkę wzrokiem, kiedy poczułem, że ten widok wygląda dziwnie znajomo. Te światła, ta gruba strzelista konstrukcja pośrodku, te kłęby dymu unoszące się tu i ówdzie.. Po kilku sekundach zrozumiałem, dlaczego.

Matko jedyna, przecież to Midgar.

A przynajmniej tak, jak został w mojej pamięci z ilustracji. Ludzie, którzy znają mnie krócej i/lub nigdy nie grali w Final Fantasy VII, drapią się pewnie teraz w głowę. Pozostałym, mam nadzieję, świeca się rozmarzone oczęta. Gra, w której mając lat 12 zostawiłem, jakkolwiek kretyńsko by to nie brzmiało, na zawsze kawałek duszy, wróciła do mnie w obrazach pośrodku Nadrenii-Westfalii. Możliwe, że odkryłem też w tamtym momencie powód swojego upodobania do całej tej scenerii.

To cztery stacje przejazdu przez reaktor Mako.

Przynajmniej dla mnie;] Odkąd to odkryłem, ta trasa już nigdy nie będzie taka sama, zawsze będzie miała tę szczyptę magii, w pokręcony sposób będzie mnie przenosić uczuciami do.. nie dzieciństwa. Raczej do nierozłącznie z nim u mnie związanego jednego z najwspanialszych kiedykolwiek powstałych fikcyjnych światów, arcydzieła twórców z Squaresoft (obecnie Square Enix). Dodam jeszcze, że kolejka ma podobny rozkład siedzeń co ta jeżdżąca po Midgarze;] Fanom FF VII polecam się wybrac i porównać ze wspomnieniami. Naprawdę;]

P. S. The geekness is strong with this post;D Don't care, though;]

czwartek, 25 października 2012

Ein paar Bemerkungen

Paczka papierosów kosztuje tutaj ok. 5 euro. W Polsce ok. 11 zł. Cygaretki w Niemczech, pakowane po 17 do paczki, kosztują 2 euro. 8 zł z groszami. Panie i panowie, logika ewidentnie wyjechała na wakacje^^'

Niemiecki Ordung to mit. Pociągi Deutsche Bahn w kółko się spóźniają, mój instytut nadal nie ustalił, ile ECTSów dostanę za zajęcia w tym semestrze, a remont na Römerstrasse miał się skończyć 28 września - są raptem w połowie i nie widać, żeby się przemęczali^^'

W życiu nie byłem tak ekologiczny - za każdą butelkę, szklaną czy plastikową jest kaucja, a w supermarketach automaty na butelki;] Puszki mają zbójecką kaucję i nie wiem, gdzie je utylizować, więc nich żyją szkło i plastik!^^

Dr Taranczewski i moja wesołą grupa sprawili, że polubiłem kanbun. May God have mercy on my soul;]

Kupowanie biletów na pociąg do Wawy i z powrotem z raptem miesięcznym wyprzedzeniem to NIE jest dobry pomysł==' Następnym razem trzeba będzie to zrobić wcześniej, bo póki co mój portfel wyje.

W toaletach w knajpach można znaleźć reklamy muzeów, wydarzeń kulturalnych, itp. Mnie najbardziej rozwalił "Luter im Worms" (cykl wykładów) nad pisuarem^^'

To z tego, co mi się przypomniało póki co;] Mam z tyłu głowy notki o ludziach, studiach i Tabu, ale chcę, żeby mi jeszcze okrzepły;] Ale będą, obiecuję;]

środa, 17 października 2012

die Stadt

I live in Bonn, the city where Haribo was started - your argument is invalid;>

Można chwalić to miasto na wiele różnych sposobów, ale dopiero powyższe zdanie budzi u wielu przebłysk zazdrości. Choćby dlatego, że jest Haribo Shop, na terenie dawnej, pierwszej fabryki. I nie jest to jakiś badziewny sklepik z pamiątkami, tylko mały supermarket. Oczywiście, są parasole, czapki, ręczniki, pościel, kubki i inne gadżety Haribo, ale przede wszystkim - żelki. Oczywiście, paczkowane są fajne, ale..

Ponoć obraz zastępuje tysiąc słów;]

http://www2.haribo.com/typo3temp/haribo/thumbnail/7f67db828c089df08439b0d436c07c3b_580_0_0_0.jpg

Panie i panowie, woreczek w dłoń, mieszamy co chcemy i ile chcemy, a potem płacimy 0,49 EUR za 100 g;] Po prostu raj dla żelkożerców;]

* * *

Powiedziawszy to, co najważniejsze o dawnej stolicy RFN, przejdę do mniej istotnych szczegółów;] Bonn jest małe - ok. 300 tys mieszkańców. Daje to mu pewien kameralnych charakter. Nawet z obrzeża miasta, jakim jest Tannenbusch, do centrum jadę 8 minut Stadtbahnem.

[dygresja]

Nie nazywam tego metrem, co najwyżej kolejką, bo jest to jeden z dziwniejszych dla mnie środków komunikacji. Jeździ ze stacji oznaczonych "U", na planie miasta nazywa się "Stadtbahn", a pod ziemię wjeżdża tylko w ścisłym centrum i na wybranych stacjach, niczym WKD-ka lub pociąg podmiejski. Dwie linie dojeżdżają aż do samej Kolonii. Same pociągi Deutsche Bahn, żeby było śmieszniej, startują z dworca kolejowego.

[/dygresja]

Są też dalsze, południowe i wschodnie obrzeża, ale one są już poniekąd innymi miastami, więc...;] Zagłębie Ruhry niewątpliwie ma w sobie coś ze Śląska.

Z Bonn znamy się stosunkowo krótko, ale już to miasto lubię. Za to, że wszędzie jest blisko, za dobrą komunikację, za cudowne domki przy Oppelnerstrasse i Romerstrasse, w których chciałbym kiedyś mieszkać.. Za sączenie piwa na ławeczce nad Renem, nieważne na którym odcinku. Za targ na Marktplatz, gdzie codziennie od poniedziałku do soboty można kupić świeże warzywa i nie tylko. Za autobus nocny i kolejkę pod niemal sam akademik. Za kebab na dworcu czynny do 2 w nocy i kiosk z piwem niewiele krócej. Za msze akademickie po niemiecku, tak dominikańskie w swoim klimacie. Za całą starówkę, która jest dla mnie wyzwaniem - ulice zakręcają niezauważalnie i jeszcze nigdy nie wyszedłem z tej strony, z której chciałem^^' Ale daję sobie czas, kiedyś wygram;]

Mógłbym tak jeszcze długo pewnie, ale na wszystko jest pora i miejsce. Większość Bonn nadal pozostaje przeze mnie nieodkryta. Kampus i Tabu II zasługują na oddzielne notki i uzyskają je wkrótce;] A codzienne szczegóły i obserwacje chyba zacznę wreszcie zapisywać w jakimś kajecie. Bo tu codziennie natrafia się na coś ciekawego;]

niedziela, 7 października 2012

Impressionen Teil 3

"Pamiętaj, aby dzień święty święcić" - wszystkie sklepy są dziś zamknięte, więc poniekąd przychodzi to samo^^' Porządki, obiadek, potem spacer nad Ren;] Lubię to miasto, naprawdę.

Wiecie, skąd się wzięła nazwa Haribo? Od "Hans Riedling Bonn". Pytanie bonusowe - co mają w niemal wszystkich sklepach spożywczych w wielu różnych odmianach, sporych ilościach i zaskakująco tanio?;> Bez kitu: paczka 330g misiów za 0.85 EUR. To 1/3 kg za niecałe 3.50 zł O_o' Chyba na wszelki wypadek kupię wagę łazienkową^^'

Piątkowa impreza była fantastyczna. Spędziłem na parkiecie niemal 3 godziny bez przerwy - tak, możecie wyglądać już za oknem Jeźdźców Apokalipsy;P Humor popsuły mi trochę zdjęcia, na których wyglądam jak po rozpracowaniu litra wódki w 15 minut bez dodatków, ale.. nieistotne;] Com się wytańczył, to moje;]

Przeżywam prawdziwą huśtawkę emocjonalną. Najpierw cieszyłem się, ze jadę do kraju dobrego piwa w cenie butelki wody. Później zabrano mnie do knajpy i się załamałem. Potem zacząłem kupować piwa w sklepach. Mam nadzieję, że na tym etapie się zatrzymam, bo odkrywam prawdziwe cudeńka. Jak skończę ranking (reprezentowany przez puste butelki na półce), wrzucę zdjęcie;]

piątek, 5 października 2012

Impressionen Teil 2

Oto zakończył się Welcome Week. Czy raczej, zakończy dzisiejszą imprezą;] Pierwsze znajomości, pierwsze zdjęcia, jutro wspólna wyprawa do Ikei w Kolonii, zapewne na niezłym kacu;D

Czy wiedzieliście, że w Niemczech, żeby móc kupic telefon na kartę, trzeba być zameldowanym?^^' Choć mnie to nie boli - przez najbliższy czas moim oficjalnym adresem zameldowania jest Hirschberger Strasse;]

Zapomniałem o tym napisać ostatnim razem, ale czuję się tu poniekąd swojsko. Hirschberger Strasse, Oppelner Strasse, Schlesien Strasse.. Odpowiednio: Jeleniogórska, Opolska i Sląska. Gdzieś tam jest jeszcze bodaj Poznańska i Katowicka. A w sklepiku śląskim są przetwory Pudliszek^^ Nie zginiemy;]

Wiem, że mam mało znajomych mówiących po francusku, ale chociaż jedno "Bonn voyage" albo "Bonn chance" myślałem, że padnie;>

czwartek, 4 października 2012

Impressionen der ersten Tagen

- also, Englisch oder Deutsch?
- (wszyscy) Deutsch!

Ten jeden dialog najlepiej podsumowuje moją kochaną grupę nr 2;] Poświęcę jej cały, dokładny wpis w pewnym momencie;]

Żyję w kraju, gdzie butelka piwa 0.5 l kosztuje tyle, co 1.5 l wody. Przynajmniej na stacjach benzynowych, częściowo w sklepach. Jest to kraj kultury piwa, które można spożywać legalnie na ulicach, a w knajpach podawane jest w szklankach 0.2/0.25 l (0.5 przy Weiss'ach). W ktorym w jednym mieście potrafi być od 3 do cholera wie ilu małych browarów.

Z żalem stwierdzam, że wszystko, co mi do tej pory podano (a mówię to odbywszy Kneipetour), jest strasznym cienkuszem==' Jestem tu czwarty dzień i od wtorku tęsknię za polskim piwem==' Wczorajszy Bittburger ze stancji benzynowej (święto narodowe było) minimalnie podniósł mnie na duchu, ale perspektywa siedzenia w knajpach nad tym wodnistym wariantem przyprawia mnie o lekką rozpacz.

Tannenbusch także dostanie oddzielną, obszerną notkę;]

Jeśli chcesz poczuć smak brytyjskiej pogody na kontynencie, przyjedź do Bonn! Miasta, w którym leje przez większą część roku, a widełki temperatur oscylują na ogół od -5 do 20 stopni.

4 minuty z akademika na stację, 8 minut kolejką pod sam uniwerek. Darmowy bilet na terenie Bonn i Kolonii na komunikację miejską i kolej. Czuje się obrzydliwie rozpuszczony^^'

Mam coraz silniejszą ochotę wyrzucić do kosza plan regularnego gotowania w akademiku. Nie, kiedy w stołówce studenckiej można zjeść całkiem zjadliwy obiad (1-daniowy) za niecałe 2 Euro, jak ja dzisiaj. Stołówka UW, kebaby, Chińczyk, Rewers - wszystko może się schować, naprawdę. Fun fact: "Frikadelle" to zwykły mielony;D

Papierosy są drogie, palaczy stosunkowo mało. Szukam związku miedzy tym, a faktem, że kiepy rzuca się na ulicę, a na peronach można palić^^' Inna sprawa, że w supermarketach można dostać puszki tytoniu, także marek papierosów, oraz osobno bibułki do skrętów.

Jest mi dobrze. Będzie wesoło. Czuję to w trzewiach;] Stay tuned;]