Jestem w Bonn.
Drugiego dnia po południu stwierdzenie to traci już trochę na świeżości. Już zaczęła się pogoń za codziennymi sprawami do załatwienia - formalności, kwity, podania, przelewy, rejestracje, spotkania, integracja.. Napięty ten pierwszy tydzień.
Mieszkam w Tannenbusch. Miejscowym odpowiedniku Jelonek między Człuchowską a Lazurową - skraj miasta, trochę zieleni. Tylko hidżabów znacznie więcej. Jest jeszcze jeden powód, dla którego Tannenbusch II, mój akademik, jest bodaj najtańszym w ofercie, mimo niemałych pokoi - struktura społeczna. Nie licząc jednej Polki, kuchnię i łazienkę dzielę z Hindusem i Chinczykiem. Jeszcze ich nie widziałem, ale cały korytarz pachnie tanim wietnamskim barem, a kuchni przydałoby się szorowanie i dezynfekcja^^' Słuchając komentarzy ludzi mam wrażenie, że uprzedzenia rasowe mogą się brać nie tylko z niewiedzy, ale własnie z poznania drugiej kultury i obcowania z nią. Chyba, że ktoś lubi szorowanie po innych;P
Na razie tylko tyle, bo pada mi komp. Stay tuned;]
Albo jak najszybciej załatwiasz net albo dajesz dłuższe notki :p Priorytety muszą być !! :D
OdpowiedzUsuń