środa, 17 października 2012

die Stadt

I live in Bonn, the city where Haribo was started - your argument is invalid;>

Można chwalić to miasto na wiele różnych sposobów, ale dopiero powyższe zdanie budzi u wielu przebłysk zazdrości. Choćby dlatego, że jest Haribo Shop, na terenie dawnej, pierwszej fabryki. I nie jest to jakiś badziewny sklepik z pamiątkami, tylko mały supermarket. Oczywiście, są parasole, czapki, ręczniki, pościel, kubki i inne gadżety Haribo, ale przede wszystkim - żelki. Oczywiście, paczkowane są fajne, ale..

Ponoć obraz zastępuje tysiąc słów;]

http://www2.haribo.com/typo3temp/haribo/thumbnail/7f67db828c089df08439b0d436c07c3b_580_0_0_0.jpg

Panie i panowie, woreczek w dłoń, mieszamy co chcemy i ile chcemy, a potem płacimy 0,49 EUR za 100 g;] Po prostu raj dla żelkożerców;]

* * *

Powiedziawszy to, co najważniejsze o dawnej stolicy RFN, przejdę do mniej istotnych szczegółów;] Bonn jest małe - ok. 300 tys mieszkańców. Daje to mu pewien kameralnych charakter. Nawet z obrzeża miasta, jakim jest Tannenbusch, do centrum jadę 8 minut Stadtbahnem.

[dygresja]

Nie nazywam tego metrem, co najwyżej kolejką, bo jest to jeden z dziwniejszych dla mnie środków komunikacji. Jeździ ze stacji oznaczonych "U", na planie miasta nazywa się "Stadtbahn", a pod ziemię wjeżdża tylko w ścisłym centrum i na wybranych stacjach, niczym WKD-ka lub pociąg podmiejski. Dwie linie dojeżdżają aż do samej Kolonii. Same pociągi Deutsche Bahn, żeby było śmieszniej, startują z dworca kolejowego.

[/dygresja]

Są też dalsze, południowe i wschodnie obrzeża, ale one są już poniekąd innymi miastami, więc...;] Zagłębie Ruhry niewątpliwie ma w sobie coś ze Śląska.

Z Bonn znamy się stosunkowo krótko, ale już to miasto lubię. Za to, że wszędzie jest blisko, za dobrą komunikację, za cudowne domki przy Oppelnerstrasse i Romerstrasse, w których chciałbym kiedyś mieszkać.. Za sączenie piwa na ławeczce nad Renem, nieważne na którym odcinku. Za targ na Marktplatz, gdzie codziennie od poniedziałku do soboty można kupić świeże warzywa i nie tylko. Za autobus nocny i kolejkę pod niemal sam akademik. Za kebab na dworcu czynny do 2 w nocy i kiosk z piwem niewiele krócej. Za msze akademickie po niemiecku, tak dominikańskie w swoim klimacie. Za całą starówkę, która jest dla mnie wyzwaniem - ulice zakręcają niezauważalnie i jeszcze nigdy nie wyszedłem z tej strony, z której chciałem^^' Ale daję sobie czas, kiedyś wygram;]

Mógłbym tak jeszcze długo pewnie, ale na wszystko jest pora i miejsce. Większość Bonn nadal pozostaje przeze mnie nieodkryta. Kampus i Tabu II zasługują na oddzielne notki i uzyskają je wkrótce;] A codzienne szczegóły i obserwacje chyba zacznę wreszcie zapisywać w jakimś kajecie. Bo tu codziennie natrafia się na coś ciekawego;]

2 komentarze:

  1. tak ładnie to wszystko opisujesz, całkiem jak murakami opisuwał studenckie życiue watanabe w norwegian wood! still, żelki do mnie nie przemawiają. </3

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli żelek w prezencie Ci nie przywozić? Nawet mordoklejek?;]

    OdpowiedzUsuń